325 Obserwatorzy
62 Obserwuję
belferczyta

belferczyta

"Ania" Barbara Ciwoniuk





Anka z "Ani" Barbary Ciwoniuk

Polubiłam Anię od pierwszej strony książki. Wybrałam ją, ponieważ miałam przeczucie, że to będzie szczególna dla mnie lektura, i nie tylko dlatego, że główna bohaterka jest moją imienniczką. Perypetie trzynastoletniej Anki wprawiły mnie w nastrój wspomnień. Usiadłam wygodnie w fotelu, zrobiłam sobie zieloną herbatę, nasypałam do miseczki bakalie i cofnęłam się o...dwadzieścia lat, bo dokładnie tyle nas dzieli. Nasza Ania to typowa nastolatka, zmaga się z problemami swojego pokolenia, choć ma nietypowe rozwiązania, bardzo, powtarzam, bardzo mi bliskie!




"(...) pomimo młodego wieku zdążyłam wyhodować w sobie setki obaw co do mojego wyglądu. Nie wzięły się one z sufitu, o nie! Do ich powstania bardzo wydatnie przyczyniła się moja bliższa i dalsza  rodzinka, bo przy wszelkich możliwych świątecznych spędach i innych okazjach zawsze słyszę to samo: "Ależ Ania jest podobna do taty". Szczerzę się uprzejmie, jak na dobrze wychowaną panienkę przystało, bo co innego mogę zrobić? Walnąć jedną z ciotek? Zabrać krzesło spod któregoś grubego tyłka, kiedy siada? Powiedzieć prawdę: "Ale cieszę się z jednego, droga ciociu, że nie jestem ani trochę podobna do ciebie"?" (s.29)




Ania ma zwariowaną rodzinkę: mama wiecznie o czymś zapomina, starszy brat Daniel studiuje i buja w obłokach, a najmłodszy, Jaś - ja to Jaś - ciągle psoci i skupia całą uwagę domowników. Tata też jest, ale ciągle gdzieś w świecie, bo podróżuje zawodowo i  rzadko gości w domu. Ale jak już jest, to na 200%. Życie płynie swoim rytmem, szkoła, dom, brat, obowiązki, koleżanki, zadania domowe. Jest też Igor - najlepszy przyjaciel, niby kolega, niby chłopak, ale jednak bardziej kolega... Każda z nas to przerabiała, choć niektóre (czytaj ja) dopiero na studiach. Szaloną monotonię przerywa niespodziana przeprowadzka dziadka, a gdy już wszyscy przyzwyczajają się do nowego członka rodziny, zjawia się tajemnicza Karolina. I to nie koniec niespodzianek, wkrótce rodzinka ma się bowiem powiększyć o małą dzidzię... I dopiero wtedy okazuje się jak silna jest miłość, zaufanie i więzi! Co z tego wszystkiego wyniknie, musicie doczytać już sami.








"Zawsze, kiedy znajdziesz się w niespodziewanej czy głupiej sytuacji, wal prawdę, córeczko. Kombinując, możesz tylko niepotrzebnie się zamotać, a tak zyskujesz pewną przewagę. Większość ludzi nie jest przyzwyczajona do zwykłej szczerości" (s.57)













Anka z Czarnegolasu, czyli ja...

Moja podstawówka (przypominam, że gimnazja jeszcze nie istniały) to była niezwykła przygoda. Mała wiejska szkoła, w mojej klasie było nas czternastu. Ogólnie była to zaleta, oprócz momentu odpytywania, bo przy tak szalonej liczbie, matematyczka potrafiła wywołać do tablicy wszystkich i to po kilka razy! Ale dziś opowieści z przedszkola. Tak bardzo rozczulają mnie najmłodsi bohaterzy  ostatnio czytanych książek, że nie mogę się powstrzymać przed opisaniem mojej przedszkolnej edukacji. W grupie starszaków było nas... dwoje: mój najlepszy przyjaciel i ja. U maluszków było tłoczniej - jakaś piątka czy szóstka... Mój przyjaciel miał na imię Wiesiu, a jego brat, Łukasz, był w wieku mojego młodszego brata. Cała nasza czwórka była nierozłączna, nasze domy dzielił mały las - miejsce dziecięcych zabaw. Dzieciństwo, zabawa i pierwsze przyjaźnie, które w wypadku mojego brata przetrwały do dziś, choć w piątej klasie wyprowadziliśmy się i zmieniliśmy szkołę.. Kochałam nasze przedszkole... Każdy z nas miał swój znaczek, bo wiadomo, maluszki nie znały literek. Ja miałam zdjęcie dziewczynki z Vibovitu. Tak bardzo ją lubiłam i tak często ponoć słuchałam Mireille Mathieu, że sama byłam do nich podobna!



Och, co to były za czasy: wieś, pola, lasy, do szkoły 10 km, zimą każdy się modlił, żeby autobus nie przyjechał. Bawiliśmy się w podchody, budowaliśmy szałasy w lesie. Czytać i pisać nauczyłam się w przedszkolu, bo Wiesiu umiał, a ja przecież zawsze z nim rywalizowałam. Natomiast mój brat miał inne podejście do nauki, planował podpalić szkołę, a razem z Łukaszem zgubili się w lesie, gdy zimą wracali pieszo do domu (mieli po 7 lat i genialne pomysły). Zresztą nienawiść do szkoły w przypadku mojego brata przetrwała przez wszystkie lata jego edukacji. Nikomu nie powtarzajcie, ale mój braciszek też często wspomina szkołę i naszą "paczkę"...


Długo mogłabym jeszcze pisać, ale w tym poście już wystarczy. Mam wrażenie, że kolejna książka Barbary Ciwoniuk "Igor", która czeka już na mojej półce, poprowadzi mnie dalej przez wspomnienia z dzieciństwa...




Anna M.

Bardzo dziękuję Autorce, Pani Barbarze Ciwoniuk, za przesympatycznego maila i za książki: "Anię" i "Igora" z autografami :) Bardzo się cieszę, że odkryłam takie perełki literatury dla młodzieży... (dla tej starszej młodzieży, jak ja również).


 


Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził,  zabierz głos w dyskusji.
 Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)