325 Obserwatorzy
62 Obserwuję
belferczyta

belferczyta

"Kontener" Wojciech Tochman, Katarzyna Boni





Pokój - jedno z wielu słów, które codziennie są na ustach milionów ludzi, w ich modlitwach i we łzach ich dzieci. 


Wojna - my, Polacy, w swojej historii już doświadczyliśmy wojen, napaści, podziałów, rozbiorów i niezliczonych powstań. Zbyt często wydaje nam się, że tylko my cierpieliśmy i nadal cierpimy, tymczasem dziś na świecie toczą się niezliczone wojny, w których giną niewinne osoby, dzieci...
 
 
Syria - kiedyś może i coś tam słyszeliśmy w Wiadomościach o jakimś konflikcie, ale mało kto wie, gdzie ona leży, o co właściwie im chodzi i po co mamy się tym zajmować.  Zatrzymaliśmy się może na kilka minut przed telewizorem, z politowaniem popatrzyliśmy na migawki z "biednymi dziećmi", chociaż - te, czy inne, egipskie, palestyńskie, syryjskie - one przecież wszystkie tak samo wyglądają i tak samo są biedne. Może wtedy jedliśmy kanapkę popijając herbatą i biadoląc, że dziś nie mamy w lodówce coli. Potem był kolejny news, kolejny program, kolejna wojna, konflikt, kataklizm. Dziś niewielu pamięta, że w Syrii nadal jest wojna, teraz świat emocjonuje się Ukrainą, Izraelem. Później... zapomni i o nich.
 
 
Otwórz oczy! Spójrz na świat! Prawdziwy świat coś więcej, niż nasze "taśmy prawdy", kłótnie polityków i "Trudne Sprawy". Wyjdź ze swojej skorupy czterech ścian, obudź się! Jak??? Jednym ze sposobów jest właśnie literatura non-fiction. Mnie ona brutalnie wyrywa ze snu śpiącej królewny i zdziera ze mnie obłudną suknie kopciuszka, co niby to biedny, ale jednak Matka Chrzestna jest Wróżką.  Literatura faktu jest moją odtrutką na komercyjny plastik serwowany w telewizji. Są ludzie, którzy nie pozwalają nam zapomnieć o bólu świata - reporterzy.



Upierasz się, że przecież słuchasz reporterów w telewizji, cóż... "etatowi news-owcy" są przez pięć minut na wszystkich frontach współczesnych konfliktów nadając relacje na żywo, by po owych pięciu minutach  przenieść się na inny kontynent, na inną wojnę. Zero zrozumienia, zero empatii, tylko newsy, materiał, hit... Ale są też inni reporterzy, tacy, którzy zanim chwycą za kartkę papieru czy aparat, usiądą, wysłuchają, spróbują zrozumieć. Zamiast pokazywać siebie ślicznie ubranego w kamizelce kuloodpornej, oddadzą głos ludziom pozbawionym głosu, pokażą tych, którzy nie powinni istnieć... Mówię o takich reporterach jak chociażby Wojciech Tochman. Jego książka "Kontener" (napisana wspólnie z Katarzyną Boni - jego studentką ze Szkoły Reportażu) jest dla mnie wyrzutem sumienia. Tak, w Syrii nadal jest wojna. Tak, miliony uchodźców nadal mieszka w obozach, w skrajnej nędzy, bez dostępu do wody, bez pracy i perspektyw na powrót do domu. Od momentu rozpoczęcia konfliktu w Syrii, granicę Jordanii przekroczyło sześćset tysięcy uchodźców. Żyją w zamkniętych obozach lub nielegalnie poza nimi. Nie mają niczego, obdarci z godności, współczucia i człowieczeństwa. W jednej chwili musieli zostawić wszystko: dom, pracę, rodzinę, przyjaciół, życie na przyzwoitym poziomie, ojczyznę. Ich dom już nie istnieje, przyjaciele zginęli, a kraj pogrążył się w chaosie. Uciekli z jednego piekła, by żyć w drugim, gdzie status życia wyznacza posiadany kontener. Jeśli go masz, masz "dom"... Jeśli nie, mieszkasz i śpisz pod gołym niebem, w błocie, brudzie, zimnie i kurzu.  Tochman i Boni na chwilę zabrali mnie do jednego z takich obozów, do Zaatari...
 
 
 
"Zaatari - kiedyś nazwa najbliższej wsi. Teraz pustynne miasto, długie i szerokie na kilka kilometrów. Niczego nie ma obok, nawet tej wsi stąd nie widać. Miejsce w pustce. Bez pamięci, bez tożsamości. Daleko od innych ludzi, poza społeczeństwem, poza czasem. Przestrzeń do przetrzymywania tysięcy skazanych na poniewierkę. Nie istnieje na oficjalnym mapach państwa. (...) To wojenne miasto powstało z powodu wojny i dlatego, że pomoc była konieczna. Z założenia tymczasowe. Ma zapewnić tułaczom przetrwanie. To znaczy: wodę, jedzenie i dach nad głową. Aby ci, którzy taki obóz stawiają, ludzie Zachodu, mogli sobie powiedzieć, że wszystko się tutaj dzieje z poszanowaniem godności człowieka. miasto ze szmat i blachy. (...) Tysiące namiotów w kolorze piachu - postawiono je kilka lub kilkanaście miesięcy temu. I tysiące białych, na dalekich obozowych obrzeżach - te rozłożono niedawno. Białe są również kontenery. Blaszane pudełka, jak piece, gdy pali skwar. I jak lodówki, gdy zimny grudzień. Cienkie ściany nie dają ludziom intymności, słychać każdy szmer, każde chrząknięcie. Ale kontenery, rzecz jasna, lepsze są od namiotów, które deszczową porą pływają w błotnej mazi" ("Kontener" Tochman, Boni, s. 53-55)
 
 
 
 
Kilkanaście historii ludzi z kontenerów, obozowa codzienność, walka o wodę, nielegalna praca, rozpad więzi rodzinnych, wykorzystywanie dzieci, życie na pustyni, w Ramta, w Zaatari Ale to nie wszystko. Jest jeszcze Syria, Amman i Jordania... Autorzy pokazują to, co można zobaczyć i usłyszeć, gdy inni reporterzy wyjadą na inną wojnę.

 
Lektura "Kontenera" była dla mnie wyrzutem sumienia. Książka wstrząsnęła mną na poziomie czysto egzystencjalnym - na świecie miliony osób mają większe problemy, niż moje 20 kg nadwagi. Zawstydziła mnie duchowo - dostałam kopniaka w mój egoistyczny tyłek. Ale przede wszystkim kolejny raz jakiś autor na kartach swojej książki powiedział mi prosto w twarz, że nie zrobiłam wystarczająco dużo, aby ludziom zepchniętym na margines świata, żyło się choć odrobinę lepiej...
 
 
 
 
Anna M.

 


LINKI:

Polska Akcja Humanitarna
Caritas Polska
UNHCR 
UNICEF
Lekarze Bez Granic

 
 


Jeśli zainteresował Cię mój tekst, pozostaw swój komentarz, podziel się tym, co w Tobie obudził,  zabierz głos w dyskusji.
 Wspólnie możemy tworzyć świat, rozmawiać i poznawać siebie... Nie znikaj bez śladu... :)