325 Obserwatorzy
62 Obserwuję
belferczyta

belferczyta

"Mila księżycowego światła" Dennis Lehane

 

 


autor: Dennis Lehane

 tytuł oryginału: Moonlight Mile


wydawnictwo: Prószyński i S-ka
 
data polskiej premiery:  5 kwietnia 2011
seria/cykl wydawniczy: Patrick Kenzie i Angela Gennaro tom 6

liczba stron:  280

 
 

moja ocena:  4+  / 6

 
Kontynuacja "Gdzie jesteś, Amando?". Patrick i Angela są małżeństwem, mają czteroletnią córkę Gabbe i prowadzą "spokojne", jak na nich, życie. Ale demony przeszłości nie śpią. Nie chodzi tylko o wyrzuty sumienia i koszmary senne. Decyzja, jaką 12 lat wcześniej podjął Patrick miała swoje konsekwencje i to one codziennie nie pozwalają żyć normalnie wielu ludziom. 
 
Amanda ma dziś 16 lat, jest najlepszą uczennicą w liceum, ma zapewnione miejsce na Harvardzie i... nagle znika... Patrick próbuje więc odkupić swoje winy i kolejny raz szuka dziewczyny. Gdzie ją znajdzie tym razem? Jaka decyzję podejmie tym razem? Nie będę oczywiście zdradzała zakończenia...
 
Przeczytałam książkę z przyjemnością, choć nie była tak wciągająca, jak wcześniejsze części.  Akcja toczy się 12 lat po pierwszym zaginięciu Amandy, więc rozbawiły mnie do łez opisy zmagania się Patrick'a z kryzysem wieku średniego, brakiem kondycji, czy perypetie Angeli związane z wychowaniem dziecka i uroczy wujek Bubba. No cóż, każdy się starzeje...  i dorośleje. Ale pytania pozostają takie same. Co jest ważniejsze - prawo czy prawda? Kim jestem? Kim byłem? Jakie stanowisko zająć w sprawie dzieci sprzedawanych nielegalnie do adopcji za duże pieniądze? Jak spojrzeć w oczy dziewczynie, której w imieniu prawa zniszczyło się życie?  Jak zagłuszyć wyrzuty sumienia? I jaką decyzję podjęłoby się, gdyby można było cofnąć czas? 
 
 
Niestety nie mogę więcej napisać, żeby nie zepsuć frajdy z czytania książki. Ale zastanawiam się, czy i my nigdy nie żałujemy naszych decyzji? Może nasze życie potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby nie pewne wydarzenia, postanowienia, fakty? Każdy z nas nosi w sobie jakąś tajemnice, jakiś ból minionych dni... Codziennie rano wstajemy do pracy, patrzymy w lustro i widzimy prawdziwych siebie, może się do siebie uśmiechamy, może coś mówimy... Potem zakładamy  "służbowe" ubranie i wychodzimy zamykając za sobą drzwi do nas samych i naszego prawdziwego ja. Kiedy jedziemy windą, zerkając w lustro, zastanawiamy się, czy to wciąż ja? W obcym kostiumie? Z tym obcym uśmiechem? A gdzie moje marzenia, plany, przeszłość, młodość, ideały? Wtedy ta druga osoba w lustrze odpowiada nam, że to nadal my, ale trzeba było coś, dla czegoś poświecić..., dokonać pewnych wyborów... i z tymi wyborami i ich konsekwencjami żyć... Trzeba było dorosnąć... 
 
Życie zdecydowanie to nie film, ani powieść...  Ale kilka dni temu miałam tragikomiczną sytuację... Rozmawiałam z koleżanką i jak zwykle to bywa zaczęłyśmy narzekać na "starość", brak czasu i natłok obowiązków. Niosłam akurat książkę do nauki hebrajskiego, którą pokazywałam na lekcjach dzieciakom. Znajoma zapytała mnie, jak idzie mi nauka. I chyba moja odpowiedź ją zaskoczyła... "Nie, już nie uczę się hebrajskiego, nie mam na to czasu, pracuję, a potem mam jeszcze masę obowiązków i innych marzeń. Coś musiałam poświęcić dla czegoś innego - jedno marzenie dla innego..." Spytała: "Dlaczego? Tak to kochałaś!" Odpowiedziałam: "Wiem, ale w końcu przyszedł moment trudnego wyboru, bo chyba na tym polega dorosłość..." Ale czasem...  czasem zaglądam do podręcznika, żeby nie zapomnieć, jak się czyta... Zawsze jednak wtedy trzeba zmierzyć się z jednym straconym marzeniem... A potem zamknąć książkę i zająć się realizacją innych, realnych marzeń... :)

I na tym się skupmy :) :) :)
 
 
Anna M.
 
 
:)
 
   
Źródło materiału: http://annamatysiak.blogspot.com/2013/05/mila-ksiezycowego-swiata-dennis-lehane.html