325 Obserwatorzy
62 Obserwuję
belferczyta

belferczyta

"Był sobie książę" Rachel Hauck





tytuł: Był sobie książę
autorka: Rachel Hauck


wydawnictwo: Święty Wojciech
data wydania: 9 października 2013
 
liczba stron: 436

 moja ocena: 5+  / 6







I znów minął dzień "pod znakiem czytania". Ale to oczywiście, jak zawsze,  nie moja wina. Miałam zamiar tylko przeczytać kilka stron, potem jeden rozdział... Tymczasem minęło kilka godzin, a ja wciąż siedziałam z książką w ręku, kubkiem kawy i zupełnie już zimnym obiadem. 


Uwielbiam komedie romantyczne, i ta książka taka właśnie jest. To baśniowa opowieść o miłości, która nie mogła się wydarzyć, a jednak... "Był sobie książę" jest odpowiedzią na głód miłości w świecie targanym przez rozwody, zdrady, czy też samotność. Potrzebujemy miłości, ale tej prawdziwej, ze szczęśliwym zakończeniem, z pięknym napisem "i żyli długo i szczęśliwie".  Dowód? Proszę, oto kilka banalnych przykładów... Cały świat z wypiekami na twarzy śledził ślub stulecia księcia Williana i Kate, a późniejsze narodziny ich dziecka stały się świętem już nie tylko narodowym, ale wręcz światowym. Każdy z nas marzy o księciu z bajki, i mówiąc z przymrużeniem oka, nawet Fiona ze Shreka czekała na swojego wybawcę. Rachel Hauck poszukuje odpowiedzi na odwieczne pytania: czy spotkam tego jedynego? Czy się zakocham? Czy będziemy szczęśliwi?


Autorka wymyśla dwa światy oddzielone od siebie nie tylko geograficznie oceanem, ale przede wszystkim etykietą, konwenansami, dyplomacją, sztywnymi zasadami, historią i tradycją. Ona - zwyczajna Amerykanka, którą po 12 latach wspólnego życia porzucił narzeczony. Czy go kochała? Nie, ale bała się być sama, nie miała odwagi zaryzykować i znaleźć prawdziwą miłość, nie chciała porzucić bezpiecznego planu. On - książę uciekający na chwilę od smutnego obowiązku małżeństwa z rozsądku i odwlekający moment, kiedy będzie musiał wbrew sobie zostać mężem i królem. Spotykają się nagle, w zwykłych okolicznościach, nic o sobie nie wiedzą. Dzieli ich wszystko, łączą dwie rzeczy - miłość i wiara w Boga i Jego opiekę.
 
 
Przeczytałam książkę jednym tchem, i muszę powiedzieć, że chociaż zazwyczaj nie czytam romansideł, to ta powieść urzekła mnie delikatnością języka, subtelnością opisów i swoistym "klimatem". I choć fabuła jest przewidywalna, to mimo wszystko, nie można się powstrzymać przed czytanie o tym, co oczywiste. Polubiłam główną bohaterkę i jej zwariowaną rodzinkę. Susanna jest zwykłą dziewczyną, prawie w moim wieku, miła, sympatyczna. Na małej wyspie wszyscy ją znają i kochają, a jednak jest zamknięta w sobie i swoim zaplanowanym świecie, który właśnie runą w gruzach. Narzeczony zrywa z nią po 12 latach, wyrzucona z pracy musi wrócić do domu i pomóc w rodzinnym biznesie - stanąć za ladą w barze. Nie traci nadziei i powierza siebie Bogu, wtedy zdarza się cud - spotyka Nathaniela. On również nie planował miłości, zwłaszcza, że politycznie była ona niemożliwa, groziła skandalem dyplomatycznym i rozpadem królestwa. Ale miłość, nawet taka cukierkowa i baśniowa, wymaga trudnych i odważnych decyzji. I nawet w powieści o księciu z bajki, potrafi pokazać, że jest prawdziwa. 
 
 
Polecam książkę "Był sobie książę" tym wszystkim, którzy na chwilę zapomnieli, że miłość się zdarza. To nie  mit, czy filmy z Meg Rayan lub Julią Roberts. Miłość może się zdarzyć w życiu każdego z nas, czasem ta baśniowa, czasem trudna i wymagająca. Chociaż w powieści Rachel Hauck miłość jest szczera, bezinteresowna, czysta i romantyczna, a przez to dziś jakoś wydaje się być trochę już nierealna, to jednak czasem warto sobie przypomnieć, że ona taka właśnie jest. I to jest piękne, daje nadzieję i niektórym, jak mnie samej, wiarę, że kiedyś się wreszcie  przytrafi...
 
 
Anna M.
 
 
 
Źródło materiału: http://annamatysiak.blogspot.com