325 Obserwatorzy
62 Obserwuję
belferczyta

belferczyta

"Koń i jego chłopiec (Opowieści z Narni)" - C.S. Lewis

 


autor: C.S. Lewis
 
tytuł oryginału:The Horse and His Boy
 

cykl wydawniczy: Opowieści z Narni (tom 5)
wydawnictwo: Media Rodzina
 
data pierwszego wydania za granicą: 6 września 1954
data pierwszego polskiego wydania:  1985
obecne wydanie: 2002
liczba stron: 213
 
moja ocena: 6 / 6





Opowieści z Narni ciąg dalszy..., "Koń i jego chłopiec", tom 5, ale chronologicznie trzeci w kolejności opisywanych wydarzeń. Opowiedziana w książce historia ma miejsce za rządów króla Piotra, króla Edmunda, królowej Zuzanny i królowej Łucji, a więc dzieci znanych już  z części "Lew, czarownica i stara szafa". Tym razem naszym bohaterem jest Szasta, ubogi syn rybaka, który wraz z księżniczką Arawis i mówiącymi końmi: Bri i Hwin, ucieka na Północ. Opuszcza Kolormen i kieruje się przez Taszbaan do Narni. W drodze poznaje plany okrutnego władcy Tisroka i jego syna. Chcą oni napaść na władcę Archenlandii - króla Lunę i w ten sposób otworzyć sobie drogę do podboju Narnii. Szasta z uciekiniera staje się posłańcem, który ma ocalić Narnię. W drodze towarzyszy mu  nieznany Głos, czyjaś obecność, powraca bowiem dawno niewidziany na tych ziemiach Aslan...
 
 
Opowieść bardzo mnie zaciekawiła, nie ma jeszcze na szczęście jej ekranizacji, więc nie znałam treści... W przeciwnym razie czytałabym ją podobnie jak część pierwszą - bez większego entuzjazmu... Ale nie - niewielka książka, bo tylko 213 stron, przeczytana w pociągu relacji Ostrów Wlkp - Poznań, zaciekawiła mnie do granic możliwości. Nawet nie sama treść, bo dla dorosłej osoby dosyć przewidywalna, ale przez odniesienia do ważnych dla mnie spraw, zmusiła mnie do przemyśleń...  Może zacytuje, to się rozjaśni trochę...
 
 
"Jednym ze złych skutków zniewolenia jest to, że kiedy nie ma już nikogo, kto by nas do czegoś zmuszał, często okazuje się, że prawie całkowicie utraciliśmy zdolność do zmuszania samych siebie do czegoś".
 
 
 
Niewola, i to każda, zarówno psychiczna jak i fizyczna powoduje, że zaczynamy wierzyć w to, że nie potrafimy, nie możemy, nie chcemy żyć. Jak śpiewał Artur Gadowski: "Ja wiem, nie łatwo będzie znów poczuć, że się żyje". Żyjąc w świecie "muszę, nie wolno mi, spotka mnie kara" zapominamy, jak to jest rozwinąć skrzydła i latać. Nawet gdy mamy szansę wyrwać się z bagna, nie korzystamy z niej w obawie o niepewną przyszłość. Przypomina mi się tu Naród Wybrany na pustyni. Tak bardzo się bali o przyszłość, że chcieli wrócić do Egiptu i dalej być niewolnikami. Tak bardzo przywykli do znanego bata, że nie chcieli otworzyć się na nieznaną wolność. Dziś świat wmawia nam, że nie warto walczyć o siebie... I to w czasem banalny i śmieszny sposób... Przykład pierwszy z brzegu: po co zadać sobie odrobinę trudu i jeść zdrowo, można przecież ulegać nałogom, jeść fast foody, pić cole, alkohol, a potem kupić tabletki na wątrobę, na odchudzanie, na depresje... śmieszne? Czyżby? Tak bardzo zapomnieliśmy o wolności i o sobie, że gdy stajemy przed wyborem, nie chce nam się iść może dłuższą i trudniejszą drogą, ale własną i prowadzącą do mojej Narni - do szczęścia.
 
 
"Jeszcze się nie nauczył, że kiedy się dokona czegoś dobrego, nagroda jest zwykle inne zadanie - jeszcze większe i jeszcze cięższe"
 
 
Podobna kwestia. Mamy często ochotę spocząć na laurach i delektować się do granic wytrzymałości i dobrego smaku odniesionym sukcesem, zwycięstwem. Ale nie na tym polega życie. Nasza droga to ciągłe kroczenie na przód, nie oglądanie się wstecz, życie tym, co przynosi dzień. Jeśli dostałeś więcej talentów, więcej się od ciebie oczekuje, masz więcej do zrobienia, więcej do rozdania. Masz więcej pieniędzy, musisz więcej pomagać, bo masz większe możliwości do naprawy tego świata. Nie porównuj się z innymi, każdy dostał na miarę swoich możliwości. Ja np. pewnie byłabym okropnym lekarzem, nikt nie oczekuje ode mnie ratowania życia na sali operacyjnej. Świetnie natomiast dogaduję się z dziećmi, więc czy mam prawo to zostawić. Próbowałam dwa razy robić coś innego, co wydawało mi się bardzie dla mnie odpowiednie. Za każdym razem okazywało się, że praca z dziećmi to jest to, do czego mam powołanie, więc WRÓCIŁAM. I dopiero, gdy się z tym pogodziłam, jestem szczęśliwa, nie szukam już innych rzeczy, pewnie równie ważnych i potrzebnych, ale nie dla mnie przeznaczonych. 
 
 
 
"Moje dziecko - odpowiedział Lew - opowiadam ci twoją historię, nie jej. Każdemu opowiadam tylko o nim samym".
 
 
 
Historia tylko o mnie, tylko dla mnie... A świat? Kusi nas, żeby poznać tajemnice koleżanek, żeby wejść z butami w czyjeś życie, żeby, oczywiście w "dobrej wierze", wmieszać się w czyjeś sprawy i naprawiać czyjeś błędy. Otóż każdy ma swoje życie, swoją drogę. Powinnam się zając przede wszystkim sobą i to nie w źle pojętym egoizmie, ale zwyczajnie zatroszczyć o siebie. Jasne, że inni potrzebują pomocy, ale nie zawsze dobre jest wyręczanie wszystkich w rozwiązywaniu ich problemów. Kiedy zaczynamy żyć czyimś życiem, tracimy własne, a gdy nie mamy nic swojego, co możemy dać drugiemu człowiekowi? Dziś jest tyle informacji, których zupełnie nie potrzebuję do mojego szczęścia... Czy muszę wiedzieć, co założyła Cichopek na imprezę? Z kim spotyka się znów Bachleda-Curuś? Kto będzie chrzestnym Królewskiego Dziecka?  Nie warto sobie zaśmiecać głowy i serca cudzym życiem, warto mieć oczy otwarte na to, co kryje się we mnie i wokół mnie, jak mogę zmienić moje otoczenie, jak mogę pomóc komuś, nie zawłaszczając jego wolności...
 
 
 
Tyle na dziś wystarczy... Pasjonująca książka, jest jeszcze wiele innych fragmentów, które sobie podkreśliłam, ale to też już inna historia...
 
 
Anna M.
 
 
 
Źródło materiału: http://annamatysiak.blogspot.com